Detektyw amator “Wioletka na tropie zbrodni” Katarzyna Gurnard

27 stycznia 2019

“(…) wewnętrznie aż podskakiwała z radości na samą myśl o wielkim sukcesie, jaki odniesie ona, drobna i delikatna kobietka stająca w pojedynkę (!) przeciwko okrutnemu porywaczowi”.

Wioletta Hiacynta Koperek. Kobieta o takich personaliach nie może być zwykłą, szarą myszką, ani tym bardziej imać się prozaicznych zajęć. Otóż, Wioletka pracuje, a w zasadzie odlicza dni do końca pracy w podłódzkiej fabryce Słodziutka Babeczka. (Chociaż na jej miejscu szukałabym pracy raczej w branży warzywno – owocowej. Nazwisko zobowiązuje, a waga złowrogo pomrukuje).

Ta zwariowana trzydziestolatka jest przekonana o swoich zdolnościach detektywistycznych Wystarczy kilka podsłuchanych rozmów i Wioletka zaczyna węszyć spisek… Który – w perspektywie czasu – okazuje się tylko li i jedynie prezentem niespodzianką. Ale los daje jej drugą szansę – w bloku na przeciwko ktoś morduje młodą dziewczynę, Maję Dębską (“Pszczółkę”), a ona jest tego mimowolnym świadkiem. Takiej szansy nie można przepuścić.

Teraz albo nigdy

Aż do połowy książki miałam mały problem ze śledztwem. Poszlaki, mgliste wspomnienia i silne przekonanie panny Koperek, że stała się zbrodnia niesłychana. De facto, ciała nie było. I można było bić się z myślami – a co jeśli Wioletka znowu chce zabłysnąć? Uprzedzając pytania – tak, ciało się znajduje, chociaż nie w jednym kawałku…. Od tego momentu jest coraz lepiej – z naciskiem na coraz zabawniej, aniżeli strasznie.

Wioletka ma gadane i nie mogę jej odmówić sprytu, ale jej ‘detektywistyczne’ metody nie do końca przynoszą pożądany efekt, a czasem wręcz przeciwnie. Pani detektyw jest zdumiona, że miejsce zbrodni i mieszkania podejrzanych są takie zwyczajne. Ale przecież seriale detektywistyczne, czy książki mówią co innego… Próbki DNA, ślady, krew, narzędzia tortur. A tutaj nic z tych rzeczy! Nic więc dziwnego, że cierpliwość policji w stosunku do Wioletty zaczyna się wyczerpywać…

Uprzejmie donoszę!

Oprócz śledztwa, przebiegającego dość niestandardowo, autorka obnaża mankamenty mieszkania w blokowisku. Donosicielstwo, chciwość i zazdrość, brak prywatności. Wszystko to skrupulatnie zapisane z humorem, ale jakże na czasie. Ubawiłam się do łez, czytając donosy na sąsiadów i odpowiedzi ze strony spółdzielni.

“Wioletka na tropie zbrodni” to bardziej komedia pomyłek, z małym wątkiem kryminalnym. Dopracowane, wyraziste postacie nadają tej historii życiowy charakter! Bo kto z nas nie miał wścibskich sąsiadek? Albo nie spotkał meneli pod śmietnikiem? (pozdrowienia dla menela arystokraty!). Natomiast takiej drugiej postrzelonej kobiety jak Wioletka, to zdecydowanie nie znam… Chociaż miejscami naiwna, to jednak wzbudza sympatię – a to ważne w książce.

Całościowo – druga książka w dorobku Katarzyny Gurnard jest lekką i przyjemną lekturą, mocno osadzoną w realiach typowego polskiego blokowiska. Po jej przeczytaniu inaczej będzie patrzeć na poczynania swoich sąsiadów…

____________

Katarzyna Gurnard “Wioletka na tropie zbrodni”
Wydawnictwo Lira
data premiery: 3.10.2018 r.

 

2 komentarze

  • Bibliotecznie 27 stycznia 2019jako19:43

    Wioletka jest bardzo fajna, czytałam z przyjemnością i uśmiechem 🙂 Rozluźniająca lekturka 🙂

    • Szpieg 27 stycznia 2019jako21:17

      Dokładnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*