Evžen Boček – relacja ze spotkania autorskiego

11 marca 2017

O człowieku, który jest zadziwiony swoją popularnością – tak w skrócie można by podsumować to spotkanie.

Katowicki Bookszpan i krótkie spotkanie z fanami było dla autora przystankiem w drodze na… spotkanie w Raciborzu.
Cóż, rozchwytywany jest!
Ale chyba nie ma co się dziwić, bo książki “Ostatnia arystokratka” i jej kontynuacja “Arystokratka w ukropie” są rewelacyjne. Szkoda, że autor zapomniał zaznaczyć na wstępie, że nie należy ich czytać w miejscach publicznych, bo z reguły kończy się to niepohamowanym chichotem, licznymi parsknięciami i potokiem łez radości.

Ale wracając do autora.
Człowiek skromny, zadziwiony wieloma rzeczami, które zaczęły się dziać po wydaniu jego książek:

  • Nie rozumie, dlaczego w Polsce na spotkania autorskie chodzą ludzie, którzy już (!) przeczytali jego książki.
  • Tak, on naprawdę pracuje jako kasztelan.
    Tak, to jest normalna praca.
    I wcale nie jest nudna, bo zawsze coś się dzieje.
    A nawet jak panuje względny spokój, to zawsze można liczyć na nietoperze, które załączają nocą alarm.
  • Nie, zupełnie nie ma pojęcia, jakim cudem udało mu się sprzedać ponad 100 tysięcy egzemplarzy “Arystokratki…” w Czechach.
  • Tak, to prawda, że jego żona nie jest w stanie przeczytać jego książki.
    Lektura kilku stron zawsze kończy się w ten sam sposób. Śmiechem do łez.

I wyprostujmy jeszcze pewien fakt. Na zamku w Miloticach nie ma żadnego psa, nawet jeśli w książce jest mowa o dwóch dogach. O braku psów najbardziej przekonała się pierwsza dama Republiki Czeskiej, która przywiozła dla nich kości…

I na zakończenie – stos dobrych wiadomości!

1) będzie trzecia książka o arystokratce! W Czechach już jest, w Polsce będzie… w styczniu 2018 r. Czekamy wytrwale! I nawet jest pomysł na czwartą 😉

2) Evžen Boček zaczął pisać książkę na poważnie. W połowie pierwszej strony zorientował się, że nic z tego nie będzie. Dzięki Bogu.

A ja oczywiście wyszłam ze spotkania z książką z autografem! “Dziennik kasztelana” jest mój, tylko mój 😉

2 komentarze

  • slowacystka 15 marca 2017jako22:22

    Tu jest wielka przewaga czytania książek w oryginale, nie trzeba czekać na przekład oraz zachowuje się spokój i zdrowe zmysły przy czytaniu – bez myśli w stylu “Czy ten tłumacz w ogóle zna język z którego tłumaczy?”. Sprawdzone info 😉

    PS. To czy Dziennik Kasztelana jest tylko Twój, drogi Szpiegu, to się jeszcze okaże. 😉

    • Szpieg 15 marca 2017jako22:29

      Boček ma szczęście i tłumacza pierwsza klasa. Widziałam na żywo i słyszałam 😉 Ale kusi, żeby przeczytać część trzecią w oryginale… Zwłaszcza, że się wie, jak się rozpoczyna 😀

      PS. Na razie mój :O

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*