“Enklawa”

5 maja 2017

“Mieszkańcom Vestmanny pojęcie przestępstwa było właściwie obce, nie znali go z autopsji. Zresztą podobnie było na całym archipelagu”.

Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, który sprawi, że wizerunek Wysp Owczych jako enklawy bezpieczeństwa, zostanie mocno nadwyrężony. Małym miasteczkiem w północnej części archipelagu wstrząsa informacja o zaginięciu nastolatki, Pouli Lotkin, jednej z zawodniczek drużyny piłki ręcznej. Gdy poszukiwania lokalnej społeczności nie przynoszą efektów, do akcji wkracza policja z sąsiedniego Thorshavn. Jednak wkrótce to Duńczycy decydują się wysłać na miejsce zbrodni swojego przedstawiciela – Katrine Ellegaard, której obecność nie spotyka się z gorącym przyjęciem.

Ostatnią osobą, która widziała dziewczynę żywą, był Hallbjorn Olsen – postać, wokół której kręci się fabuła tej książki. Były wojskowy, przez niektórych uważany za outsidera, samotnie wychowujący swoją córkę, przyjaciółkę ofiary. I cierpi na zaniki pamięci. Jest jednym z wielu mieszkańców Vestmanny, ale przypadł mu, chcąc nie chcąc, dość spory udział w śledztwie. Lawiruje pomiędzy byciem konsultantem duńskiej policji (czyli po prostu wtyką w farerskiej społeczności), świadkiem, podejrzanym, oskarżonym, uniewinnionym… Można by dorzucić jeszcze kilka funkcji, ale nie zdradzę Wam na której się skończy… Ale niezależnie od pełnionej roli (!), cały czas jest blisko policyjnych działań. Chociaż pamięć płata mu figle.

“Enklawa” jest intrygującą książką pod co najmniej kilkoma względami.

Po pierwsze – śledztwo. Farerska policja nie ma pomysłu jak znaleźć mordercę, bo dotychczas ich praca ograniczała się do zaprowadzania spokoju podczas bijatyk w pubach czy zajmowania się kolizjami aut z… owcami. Ale pomimo świadomości własnej nieudolności, niechętnie patrzą na pomoc z zewnątrz. A już z Danii tym bardziej. Jakby nie zdawali sobie sprawy, że każda godzina takich duńsko – farerskich przepychanek nie przybliży ich do rozwiązania sprawy. A sam autor zadbał, by możliwych motywów i sprawców było całkiem sporo.

Po drugie – miejsce akcji. Autorzy kryminałów uśmiercali już swoje postacie praktycznie wszędzie – w całej Europie, nie mówiąc już o mrocznej i chłodnej Skandynawii. Ale jakoś Wyspy Owcze nigdy nie wzbudziły ich zainteresowania. Bo w sumie bardzo mało wiadomo o tych wyspach, położonych pomiędzy Wielką Brytanią, Norwegią i Islandią.

Po trzecie – ach, ci Farerowie. Rozwikłanie zagadki kryminalnej wymagało od autora przemycenia kilku cennych informacji o charakterze Farerów i ich niektórych, dość oryginalnych zwyczajach. Mieszkańcy Wysp Owczych bywają dość impulsywni, z reguły po kilku piwach lub innych trunkach:

Ale jak zawsze upijał się na wesoło.
Większość Farerów robiła się agresywna po kilku głębszych, odzywała się w nich wikińska krew.

W przypadku Hallbjorna chyba jednak w grę wchodzili
wyłącznie inni przodkowie – gaeliccy mnisi. 

Grają w piłkę ręczną i badmintona. I nie, piłka nożna wcale nie jest ich sportem narodowym.
Mają zwyczaj sadzenia trawy. Na dachach swoich domów.
Nie zamykają drzwi na klucz i co roku urządzają krwawe polowania na grindwale.
I wszyscy się znają, co oznacza, że znają także mordercę.

I po czwarte – konflikty. Wyspy Owcze są terytorium zależnym od Danii, chociaż nie tak dawno temu próbowano to zmienić. Ale z nikłym skutkiem, chociaż dążenia niepodległościowe wciąż tlą się na wyspach. I każdy pretekst jest dobry, by podsycać nastroje antyduńskie.

Jedno jest pewne – został odkryty nowy ląd na mapie kryminalnej. Ostatnia enklawa bezpieczeństwa padła. Bo chyba nie myślicie, że na tym się skończy?

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*