„Na babski rozum” Marta Obuch

„Rodzina. Niby się ich wszystkich zna, a potem człowiek się dziwi tak, że zbiera z klepiska opadniętą szczękę”.

Wsi spokojna, wsi wesoła. Jan Kochanowski by się w grobie poprzewracał, gdyby wiedział, jak bardzo sielski obraz wsi się zdezaktualizował. Z pewnością coś o tym wie Marta Obuch, która w książce „Na babski rozum” wywozi swoich bohaterów na łono natury powiatu przyrowskiego. Staropole, sąsiedni Mstów, Julianka czy ponownie dumny ze swoich praw miejskich Przyrów – wcale nie wyglądają na złowrogie miejsca. Rozległe pola, łąki, sentymentalny zapach beztroskiego dzieciństwa raczej przypominają o sielskości. Z drobną nutą romantyzmu na horyzoncie. |
I nagle robi się trupio.

A rodzina Antoniny Biczak rozpętuje istne tornado i to w wersji wielopokoleniowej. Okrągłe urodziny Reginy, matki Antoniny, miały być niepowtarzalną okazją do rodzinnego zjednoczenia przy wspólnym stole, dobrym jedzeniu i wzniosłych toastach. Aczkolwiek z rodzinną atmosferą – to tak lekko nie wyszło. Jak wiadomo, paleta rodzinnych uczuć potrafi być długa i szeroka. Od miłych wspomnień, niespodzianek testamentowych poprzez zażarte kłótnie, wytykanie bogactwa i biedy aż do połkniętych kijów.
Lekko nie ma i nie będzie.

„Babcia Julianna nie uznaje kompromisów. Nawet w grobie i zza grobu, a nawet obok grobu. Przed ślubem, w trakcie i po też”.

A Antonina Biczak tonęła w smutkach wielorakich. Z każdej strony coś uwierało, kłuło a dyskomfort chodził za nią jak cień. Niemające końca rozkminy życiowe, Lulkowe sprawy, chaos i jedno wielkie nic na palcu. Bo jak tu być narzeczoną bez pierścionka, no jak?!
Rodzice też nie ułatwiają jej życia. Ale, o dziwo, natura i przestrzeń małej wsi działają odżywczo na Antoninę. I takiej samej odżywczości łaknie Jadwiga, starsza sierżant. I wszystko jest na najlepszej drodze ku temu, gdyby nie lokalny trop. Śledztwo poprowadzi dobry znajomy komisarza Marchewki, nieco niedoceniany komisarz Jerzy Niecko. Jadwidze w to graj.
I dlaczego nagle stara, bardzo upiorna chata (której daleko do hacjendy) staje się przedmiotem nadspodziewanego pożądania?

„I czasem najważniejsze jest to, co czujesz do drugiej OSOBY. A nie to, co ona czuje do ciebie (…). Uczucia są w nas i to nam coś robią. W środku. Albo są dla nas dobre, albo nas krzywdzą”.

Niewątpliwie, „Na babski rozum” jest książką o perypetiach rodzinnych, z nutką kryminału i nieodzownym „obuchowym” poczuciem humoru. To epicka, choć czasem i dramatyczna wędrówka po gałęziach drzewa genealogicznego. Nie jest łatwo, niektóre gałęzie już są spróchniałe, inne – prowadzą do czarnych owieczek. A jeszcze inne – do tajemniczych skrzynek.

Może i rodzina Antoniny nie jest rodem z kryminału, ale niewątpliwie wzbudza mordercze instynkty. Tylko ile w tym zasług obecnego pokolenia a ile cech, emocji i traum zawdzięczają swoim przodkom? A ile – świadomie lub nie – przekażą dalej? A może trzeba bym z tym skończyć? Odciąć się od ludzkiej nieżyczliwości i dać szansę wyklętym? Wyciągnąć rękę do tych wciąż ignorowanych? Cudów nie ma od razu a nawet na małe cudeńka trzeba poczekać. I miejmy nadzieję, że nikt przy tym nie poprzewraca się w grobie…

I chyba po raz pierwszy widzę u Marty Obuch, że refleksyjność przeważa nad kryminałem i humorystycznym wątkiem. To chyba naturalna kolej rzeczy, biorąc na warsztat rodzinne historie. Ale wiecie – śledztwo, podejrzani i majestat policyjny – też niczego sobie! A gdy dodamy do tego „obuchowy” humor wychodzi z tego historia wielce absorbująca.

Amatorzy rodzinnych historii, z trupem mniej lub bardziej przypadkowym i rzeczywistością rysowaną z przymrużeniem oka z pewnością nie odłożą tej książki aż do ostatniej strony. Każdy by chciał wiedzieć, co zostanie po rodzinnej zawierusze, no każdy…

____
Marta Obuch „Na babski rozum”
Wydawnictwo Filia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*