
„Zapadły pałac” Marta Kisiel
“Czy każde z tych obrazów, mozaik i luster znało czyjąś tajemnicę i tylko czekało, żeby ją temu komuś pokazać? (…) Oto ty i twoje słabości, oto twoje lęki i sekrety”.
“Do trzech razy sztuka” – zwykło się mawiać.
“Wszystko będzie dobrze” – to też doskonale znamy.
Ale jakoś magia wyparowała z tych zaklęć. Bo nie było dobrze. Emma Jaroszewska zaliczyła dwukrotny falstart w wyścigu o przyjęcie do zacnego grona licealistów. Ostatnią szansą dla niej i kilku innych nieszczęśników jest obóz rekrutacyjny do prywatnego liceum.
Wydawać by się mogło – nic złowrogiego, nic złego.
I nic bardziej mylnego.
Wystarczy, że się człowiek obróci i wiele rzeczy znika. Tramwaj. Auto. Rodzice. Brama wyjazdowa. Zostaje zapadły pałac, las i grupa nastolatków. Nie ma zasad, nie ma dorosłych, ale za to czyhają niespodzianki. Czas stanął w miejscu a świat przełączył się w tryb analogowy. I tak właśnie zaczyna się baśniowo – mroczny obóz, w którym priorytetem staje się przetrwanie podczas wykonywania zadań. Czy przypadkiem pałac nie wie zbyt dużo o nich? I czy naprawdę lokalna flora i fauna muszą tak bardzo utrudniać im życie?
„Zapadły pałac” nie jest tylko historią opowiadającą o fantastycznych przygodach grupy nastolatków, inspirowanych baśniowymi motywami. Owszem, w tej historii jest miejsce i na strach, i na śmiech. Ale przede wszystkim na zmierzenie się z własnymi słabościami. Główni bohaterowie nie znaleźli się tam przypadkowo. Na co dzień mają problemy z dopasowaniem się do innych.
„Czy te próby miały sens? Tylko oni nie umieli go odczytać? Nie, wróć – nawet nie próbowali, odruchowo ruszali przed siebie. Iść, zrobić, zaliczyć. Zupełnie jak w szkole (…)”.
Dla Emki, dziewczyny – pancernika, świat mógłby się ograniczać do zasad, myślenia tunelowego, wielkich liter i świętego oburzenia. Ofi, skryta pod niezliczonymi warstwami koronek i koralików, usiłuje zapanować nad rwącą rzeką swoich myśli, wyrzucanych z siebie na jednym wdechu. Filip, schowany w szarości swojej bluzy, ugrzązł w wysokiej wieży troskliwości. Zapomniał o sobie, bo przecież niesłysząca siostra Lotka jest najważniejsza. A Lotka, pomimo że jest najmłodsza ze wszystkich, ma zwyczajnie dość swojego wykluczenia i obchodzenia się z nią jak z jajkiem.
A to jeszcze nie wszyscy bohaterowie… Każdy z nich przybywa z pewnym bagażem swoich lęków i porażek życiowych. I chociaż ta grupa rówieśników jest przedziwna, to łatwiej im mówić o swoich bolączkach. Nie od razu, nie każdemu. I mieć poczucie, że ktoś wreszcie ich nie tylko słuchał, ale i usłyszał. I docenił to, co u innych wywołuje niezrozumienie, czy grymas rozczarowania.
„Świat byłby o wiele fajniejszym miejscem, gdyby ludzie mówili sobie rzeczy. Tak… WPROST. A nie kluczyli jak… jak jacyś klucznicy albo uciekali w półprawdy, żarty, sarkazm albo… albo wielowarstwowe ALUZJE i potem się dziwili, że ktoś nie odczytał PODTEKSTU zapisanego DROBNYM druczkiem”.
Czy ta książka jest tylko dla młodych czytelników z uwagi na wiek bohaterów? Zdecydowanie nie! Niech czytają i młodsi, i starsi, bo każdy wyczyta coś wartościowego. Na jednych zrobi wrażenie warstwa przygodowa, krwiożercze wyzwania, umiejętność współpracy i zaskakująca szczerość. Inni docenią nastoletni punkt widzenia świata – czasem nieco infantylny, czasem zaskakująco dorosły. Ale zawsze zachęcający do zrozumienia.
___
Marta Kisiel „Zapadły pałac”
Cykl: Trupia główka, t.1
Wydawnictwo Mięta
