“Kamfora” – Małgorzata Łatka

kamforaDzięki Bogu, że wciąż trafiają się bezradni policjanci i coraz sprytniejsi mordercy. Bo tylko w takich przypadkach policja jest zmuszona skorzystać z usług nietypowych specjalistów.

Ostatnimi czasy polskie miasta zdecydowanie stają się literacko niebezpieczne. Tym razem padło na Kraków, w którym grasuje seryjny morderca. Swoje dotychczasowe trzy ofiary brutalnie okaleczał, po czym porzucał w krakowskich parkach.

Trzy kobiety, o czarnych krótkich włosach; singielki.
Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, a morderca perfekcyjnie zaciera ślady. A panika w mieście rośnie z dnia na dzień…

Policja robi, co może, ale jak złapać kogoś, kto z miejsca zbrodni ulatnia się niczym kamfora? Prowadzący śledztwo komisarz Jakub Zagórski jest bezradny, a podsunięta mu ostatnia deska ratunku budzi w nim zdecydowany sprzeciw. Ową “deską” jest Lena Zamojska, specjalistka w zakresie czytania mowy ciała i wykrywania kłamstw. Bo jak to – dopuścić do śledztwa kobietę, która ponoć potrafi zobaczyć to, czego inni nie widzą? W ułamku sekundy jest w stanie zaobserwować na twarzy oznaki gniewu i zdemaskować kłamcę?
I która wierzy, że najszczerszą częścią ciała są stopy, a potem nogi?!

Od początku ich współpraca nie będzie układać się wzorcowo. A na dodatek życie prywatne Leny się sypie, co składnia ją do podejmowania coraz to bardziej szalonych decyzji. Bo przecież każdy może się umówić z potencjalnym mordercą, ochrzczonym przez prasę mianem “Kamfora”?

Atutem książki jest postać Leny Zamojskiej, która wprowadza nas w zagadnienie mowy ciała. Owszem, zdarza się jej operować bardzo fachowymi terminami, które przyprawiają zwykłego śmiertelnika o zawrót głowy… Bo czy ktoś wie, co kryje się pod określeniami emblematy, piktogramy i mapy mentalne? Albo błędne osadzenie ekspresji w czasie? Ale na szczęście jest bardzo cierpliwa w tłumaczeniu tego na język bardziej “ludzki”.

A teraz nieco powybrzydzam. O ile jej praca, będąca jednocześnie jej pasją, mnie zaciekawiła, to nieco za dużo dzieje się w jej życiu prywatnym. Drobiazgowo rozpamiętuje swoje niepowodzenia i błędne decyzje, jakby zupełnie zapominając, że nie ma ludzi nieomylnych a życie w swojej perfidności potrafi zaskoczyć człowieka tam, gdzie się tego najmniej spodziewa. A dodatkowo Lena, trochę wbrew sobie, zaczyna “rozszyfrowywać” komisarza.
Ich wzajemne relacje pełne są niedomówień, tarć na gruncie zawodowym i obawą przed otwartością względem drugiej osoby. I to niestety powoduje, że miejscami kryminalna zagadka pozostaje w tle. Być może tak drobiazgowy rys i Zamojskiej, i Zagórskiego, jest celowym zabiegiem, ale zabrakło mi równowagi.
W końcu to kryminał.
I jak już jesteśmy przy wątku kryminalnym – czasem miałam wrażenie, że niektóre elementy można by bardziej dopracować, By były mniej… oczywiste.

Ale jak na debiut kryminalny Małgorzaty Łatki, to jest całkiem udany. Niekonwencjonalna para prowadząca śledztwo, odkrywanie tajników mowy ciała i tajemniczy morderca zwany Kamforą. Pomimo kilku niedociągnięć, czekam na kolejna książkę z Leną Zamojską i Jakubem Zagórskim.

ps. w ramach ciekawostki. Słowo klucz: Saburi.
Nie, nie Subaru…
Tak właśnie wabi się pies rasy Rhodesian ridgeback, którego dumnym właścicielem jest komisarz Zagórski. Tzw. pies na afrykańskie lwy 🙂

Jedna odpowiedź ““Kamfora” – Małgorzata Łatka”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*