„Siewcy koszmarów” Martyna Raduchowska

„Senne koszmary istotnie nie są takie znowu najgorsze, skoro w przeciwieństwie do tych realnych kończą się przebudzeniem”.

Wydawać by się mogło, że Idę, Kruchego i cały ich rzeczywistość spotkało już wystarczająco dużo chaosu, mroku, szaleństwa i innych rzeczy nie z tego świata. Ale „Siewcy koszmarów” udowadniają, że najgorsze dopiero przed nimi. Przewidywany koniec świata nie nadszedł a trzymający w napięciu i niezrozumieniu stan zawieszenia tylko pogarsza sprawę. Wszyscy chcą poznać prawdę, zrzucić całą winę za obecny stan rzeczy. I przykładnie ukarać. Pęknięcie zburzyło wszystko – rzeczywistość wykazuje stan chorobowy, czas cierpi na arytmię.

W tym wszystkim jest Ida – pogubiona jak nigdy, z intuicją, która szwankuje; z darem, który zawodzi i z totalnym brakiem wspomnień. I z mrokiem żałoby, który usiłuje przysypać ziarenkami piasku. W Kruchym z kolei buzuje stres, żałoba i amnezja, tworząc mieszankę wybuchową. A jego sposobem na opanowanie emocji staje się lód…

„Może w jej pechowym życiu śmierć to jedyne szczęście, które miało ją spotkać?”.

Muszę ze smutkiem napisać, że w „Siewcach koszmarów” czar szamanki i łowcy nieco wyparował. Niewątpliwie jest to pokłosie kilku kwestii. Cała ta historia gubi swój rytm – są momenty świetne, dynamiczne, ale też i są takie, które spowalniają wszystko. Jak choćby sam początek – Idowe roztrząsania swojej żałoby, wyrzutów sumienia, nastrojów depresyjnych i pogrążania się w mroku bez końca – są przytłaczające. Zdecydowanie lepiej wypada ta część, w której bohaterowie otrząsają się ze swojej rozpaczy i zaczynają działać – czasem po omacku, czasem już z konkretnym planem.

„W takim razie proponuję układ: ja pomogę ci ustalić, dlaczego dusza Kruchego zachowuje się jak kot Schrödingera, a w zamian ty pomożesz mi powrócić do Matrixa bez wciągania w to Firmy”.

I tutaj dochodzimy do sedna – współdziałanie Idy i Kruchego, ich przekomarzania się, odsłanianie swoich słabości i budowanie zaufania było siłą napędową poprzednich tomów. A w „Siewcach koszmarów” każde działa na swoją rękę, w swojej rzeczywistości i w swoich snach. Wydają się być wyczerpani i zrujnowani emocjonalnie, bo brakuje im wsparcia najbliższej osoby. Ale mam nadzieję, że to się zmieni w kolejnych tomach. I ten świat, w którym usiłują funkcjonować, wcale nie jest łatwy. Egzystują gdzieś na pograniczu snu i jawy, letargu i zaświatów, miejsc pełnych magii i symboliki oraz demonów, uwalnianych przez kolejne szczeliny.

„(…) w ostatecznym rozrachunku jesteśmy tylko tym, co pamiętamy. Że nasze umysły i dusze, marzenia i koszmary, nadzieje i lęki to nic innego jak suma naszych wspomnień”.

Miłym zaskoczeniem jest kilka postaci – rozkręca się starszy sierżant Smoczyński, który ciągle trochę nie dowierza, w co został wplątany. A widoki, by wyjść z tego cało i zapomnieć, są nader marne. Przypomina o sobie rodzina Idy – dalej złowieszcza, dalej zachłanna na magię i zakłamana jak nigdy. Rodzina Kruchego też, delikatnie rzecz ujmując, nie wzbudza zaufania i pod względem siania zła dogadałaby się z rodziną Idy bez słów. Czy w końcu zostaną ukarani? Pojawia się też rewelacyjny czeski paser… a jak ładnie klnie!

Dobrze było wrócić do historii Idy I kruchego. To chyba najbardziej emocjonalna część ich przygód. Wynurzanie się ze świata mroku i rozpaczy jednakże rzutuje na dynamikę akcji, aczkolwiek doceniam plastyczność stylu autorki. Zabrakło mi równowagi pomiędzy stroną emocjonalną a działaniem głównych bohaterów. Czy to wada, czy zaleta – to wszystko zależy, jakie mieliście oczekiwania względem „Siewcy koszmarów”.

___
Martyna Raduchowska „Siewcy koszmarów”
Cykl: Szamanka do umarlaków, t.4
Wydawnictwo Mięta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*