„Rzeki płyną, jak chcą” Ałbena Grabowska

„Może przed wojną były różnice między ludźmi, ale wojna wszystko zmieniła, a jeśli nie wojna, to rzeczywistość, którą przyniosła”.

Rzadko to piszę, ale jestem zachwycona. „Rzeki płyną, jak chcą” przyciągnęły moją uwagę piękną okładką, ale przede wszystkim to zawartość okazała się najmilszą niespodzianką.

„Jest wojna, już nie wiem, co wypada, a czego nie”

Wojna zawsze oznacza zmiany. Tadeusz, głowa rodziny Techerowiczów, poszedł walczyć na froncie, zostawiając majątek w Niebielowie pod opieką żony i trzech córek. Matka na przemian zajmuje się załamywaniem rąk lub modlitwą. A trzy córki – Klara (rozumna), Amelia (praktyczna) i Róża (śliczna) na swój sposób próbują się odnaleźć w wojennej rzeczywistości. Klara pomaga w majątku, Amelia decyduje się na pracę w szpitalu. Gdy po kilku miesiącach wraca z mężem, niedowierzanie miesza się z nieufnością. Kim jest jej mąż i jak jego obecność wpłynie na życie kobiet w Niebielowie?

„Nie jestem na twoim miejscu i życia za ciebie nie przeżyję”

Męski pierwiastek wprowadza porządek do podupadającego majątku i daje poczucie bezpieczeństwa. Ale jednocześnie wiele zmienia w siostrzanych relacjach. Klara czuje się odsunięta od dotychczasowych obowiązków, Amelia nie wydaje się promienieć szczęściem a Róża – dalej jest trzpiotowata. Ale pewnego dnia czara goryczy się przelewa.

„Rzeki płyną, jak chcą” to opowieść o kobietach, które zaczynają walczyć z zaszufladkowaniem, z wizerunkiem narzuconym przez społeczeństwo. Oburzają się, że ludzie śmią im mówić, jak mają żyć, jakie są ich pragnienia i uczucia. A tymczasem sytuacja, w której się znalazły, otwiera im oczy. Nieszczęśliwe miłości i bolesne doświadczenia przybliżają je do zmian, które powodują niedowierzanie. Bo czy powołaniem każdej kobiety jest małżeństwo? Czy kobieta, by móc coś osiągnąć, musi mieć mężczyznę u boku? Co zrobić z miłością, która zdarza się raz na milion a której się nie pragnęło?

„Wszyscy podejmujemy jakieś decyzje, przybieramy pozy, nakładamy maski. Niektórzy noszą je do końca życia. Ja swoją zrzuciłam”

„(…) Wrócić do tej chwili, kiedy było proste, ale się skomplikowało, i iść tą drogą, ale już prostą”

Pamiętajmy, że ciągle trwa wojna, niosąca za sobą wiele niebezpieczeństw – choroby, zarazę i bezsilność wobec tych, którzy mają władzę. Rodzinne nieporozumienia, tajemnice z przeszłości nie służą budowaniu stabilności.

W powieści Ałbeny Grabowskiej jest zarazem coś kojącego. Owszem, czas buntu i zmian, krystalizacji własnej osobowości z reguły przebiega dość burzliwie, ale tak trzeba, by docenić efekt końcowy. Trzeba samemu wydeptać swoją ścieżkę a nie ślepo zaufać tej, stworzonej przez wcześniejsze pokolenia.

„Rzeka bowiem nie była rzeką, jedynie korytem, wyschniętym pomnikiem niegdyś rzeki, która postanowiła swoje leże opuścić i przenieść się gdzie indziej, prawie dwadzieścia wiorst dalej. Jak ona to zrobiła, nikt nie wiedział, nie zauważył albo też nie chciał dostrzec. (…) Wszyscy mówili „Rzeczucha” i Klara uważała, że to dobra nazwa dla rzeki, która za nic ma prawa przyrody, tylko płynie sobie, jak chce”.

_________________________
Ałbena Grabowska „Rzeki płyną, jak chcą”
Dom Wydawniczy Rebis

Jedna odpowiedź “„Rzeki płyną, jak chcą” Ałbena Grabowska”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*