Najprawdziwsza magia – “Serce z piernika” Magdalena Kordel

16 stycznia 2018

“(…) życie to jest most, który może unieść określoną ilość kilogramów. Przechodząc przez niego, dźwigamy o wiele, wiele więcej. To zmartwienia, smutki, niepowodzenia. Żeby most się nie zawalił, musimy je podrzucać, spowodować, by zawsze któraś z piłeczek była w powietrzu. To właśnie recepta na życie”.

Tej historii zapewne by nie było, gdyby nie Los, Duch Nadchodzących Świąt i Piernikowa Magia, które postanowiły namieszać w życiu Agaty, Klementyny i Dobrochny. Klementyna (Tyśka) od zawsze była wychowywana przez swoją babcię Agatę, znaną jako Pogubiona Agata. To określenie bardzo adekwatnie określało stan, w który czasami wpadała starsza pani. Gubiła się w rzeczywistości, a jej myśli niebezpiecznie wędrowały ku przeszłości, zmuszając ją do pakowania walizek i wyruszenia w kolejną podróż. W takim stanie przysparzała wielu trosk swojej wnuczce, która najbardziej w świecie chciałaby tego wszystkiego oszczędzić swojej córce, Dobrochnie. Z pomocą przychodzi mała piernikowa kamieniczka, która do złudzenia przypomina dom rodzinny Agaty. I chyba już nic więcej nie muszę pisać, bo mam nadzieję, że podobnie jak Tyśka trafnie odczytaliście ten znak.

Nadchodzą zmiany i to dość poważne w życiu bohaterek. Ale niezmiennie będzie nam towarzyszył zapach pierników, cynamonu, kardamonu i innych świątecznych zapachów, zniewalających nasze nosy. Z Tyśki jest prawdziwa mistrzyni pierników. Wychodzące spod jej rąk małe, polukrowane cudeńka albo misternie zdobione piernikowe chatki sprawiły, że świąteczna magia pojawia się jak na zamówienie. A Tyśka ma pełne ręce zamówień. Sekretów cukierniczych się nie zdradza, ale…

Babka wielokrotnie powtarzała, że pierniki mają niesamowita wrażliwość
i jakimi emocjami się je obdarzy, wygniatając i wałkując, takimi nasiąkną,
a potem oddadzą z nawiązką…

W tej piernikowej opowieści podoba mi się tyle rzeczy, że z pewnością zapomnę napisać o co najmniej połowie. Przede wszystkim – napawa optymizmem i przedziwną otuchą. Nie wiem, czy to zasługa świątecznego nastroju, aromatu pierników czy po prostu tych zakręconych życiowo ludzi. Każdy ma w tej historii swoje miejsce, nawet jeśli nie jest przygotowany na to, co los zamierza mu (nomen omen) sprezentować na Święta. A gdy do głosu dochodzi improwizacja, może wyniknąć niezły pasztet. A przepraszam! Pasztet tam akurat jest. I jest królikiem gigantem – osiem kilo puchatości, długie uszy, ruchliwy nos.

Na nawarstwiające się kłopoty skutecznych lekarstwem okazuje się być humor. Zbieg okoliczności, spotkania przypadkowych ludzi, niefortunne zdania, ironiczne komentarze brane na serio i ambaras gotowy. Nawet policja w takiej sytuacji wołałaby łapać zwykłych przestępców. Do tego dodałabym jeszcze Dobruchnę, z jej całym dziecięcym asortymentem mądrości życiowych:

– A ty kim jesteś – zapytała, z trudem podciągając się do pozycji półsiedzącej.
– Jeżeli wierzyć mojej mamie, to utrapieniem nieboskim – odpowiedziała. (…)
Chociaż bardziej trapi ją moja babunia.
Ona z kolei jest kukułczym jajem.
Bycie kukułką nie jest fajne, trzeba cały czas w obcych miejscach znosić jajka…

—-

To nic straconego (…). Ja panią pokocham.
Obiecuję. Tylko musi mi pani pozwolić. (…)
To my panią znalazłyśmy, ja i mama.
I będziemy panią odwiedzać, nawet jeśli pani nie będzie chciała.

Jej dziecięcy entuzjazm, szczerość i bezwarunkowa miłość są ponadczasowe. I ponad pokoleniami. Po prostu trzeba brać z niej przykład.

Czasem w życiu trzeba czekać na cuda. W tej książce, wędrując razem z bohaterami przez życie, napotkamy ich wiele.

PS. Zastanówcie się dwa razy, zanim przygarniecie do domu figurkę św. Antoniego. Lubi odnajdywać ludzi, których już dawno odesłaliśmy do przeszłości.

______________

Magdalena Kordel “Serce z piernika”
Wydawnictwo Znak,
data premiery:  25.102.2017 r.

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*