
„Milaczek” Magdalena Witkiewicz
„Najnormalniej w świecie chciała poczuć motyle w brzuchu, dreszcze, nie móc jeść, nie móc myśleć. No, chciała zachorować na MIŁOŚĆ”.
Wiecie, że „Milaczek” po raz pierwszy ukazał się 18 lat temu? I wtedy zdecydowanie nie był w kręgu moich zainteresowań czytelniczych. A teraz? Kupiła mnie okładka, szata graficzna i hasło – „Milenka to dziewczyna, którą trudno zaszufladkować”. Jak nic, trzeba zerknąć, jak wypada ten „dorosły” Milaczek!
Życie Milenki, czyli tytułowego Milaczka wygląda trochę jak sinusoida. Raz szczęście, raz zgryzota. Całe swoje prawie 27-letnie życie mieszka z rodzicami, chłopaka na stanie aktualnie brak a wizja staropanieństwa i braku tej najprawdziwszej, wielkiej miłości kłuje w oczy i serce.
Milenka ma mało taktowną matkę, o której nie wypada pisać zbyt wiele. A za to ma rewelacyjną ciotkę, Zofię Kruk, która żyje pełnią życia bogatej emerytki. Czerpie z życia garściami, nie oglądając się na innych, a już zwłaszcza na to, co mają do powiedzenia.
Jest i Bachor, płci żeńskiej, o wdzięcznym imieniu Zuzanna, lat 7. Wie, że pewnych rzeczy nie powinno się robić, bo nie pójdzie się na obiad do królowej angielskiej. Pisze za to pamiętnik, troszczy się o biedne emerytki i zawzięcie walczy z tabunem kandydatek do roli jej mamy.
W tej przedziwnej, międzypokoleniowej mieszance osobowości jest jeszcze miejsce na kilka postaci. Ale umówmy się – na pierwszy plan to się nie przebiją. Niechaj więc Staszek, dentysta wraz z siostrą, Gibson, Jacek – ojciec Zuzanny pozostaną w cieniu naszej damskiej trójki. A Milaczek, Zofia i Zuzanka nie wiodą nudnego życia. Tak to już jest, że barwni ludzie przyciągają nieoczywiste sytuacje, by zwyczajnie móc pokazać na co ich stać. A stać ich na wiele, zapewniam Was.
Tytułowy Milaczek tak bardzo pragnie miłości i szczęścia, że nie zdaje sobie sprawy, że to jej szczęście jest nieco koślawe. I skrzypi z każdym kolejnym dniem coraz bardziej i bardziej. Ciężko jest jej z przekonaniem, że wymarzonemu mężczyźnie może się trafić ktoś ładniejszy, ktoś mądrzejszy. I chudszy! O, tego była pewna jak nic. I właśnie z tego powodu bym Milenkę nieco tyrpnęła… Że nic z tego nie będzie. Że to jej szczęście jest nieco naciągane i w końcu z wielkim hukiem pęknie. Tylko – czy mamy prawo niszczyć to, w co tak święcie wierzy i o czym zawsze marzyła? A może wreszcie trafi się ktoś, kto pokocha ją w tym różowym dresie, niezależnie od jego rozmiaru? I zaakceptuje, że poczciwy Milaczek potrzebuje czasu na wielkie radości i na niemałe smutki.
Ale perypetie Milaczka to jedno, a postać Zuzanki vel Bachora, która stopniowo kradnie show – to rzecz ciekawsza. Nigdy bym nie pomyślała, że Bachor tak przyciągnie moją uwagę swoimi pomysłami, determinacją i złotymi myślami. I ogólnie swoją niepodrabialną osobowością, przez którą jej tata albo kiedyś osiwieje albo wyłysieje.
„Święty Judo, ja cię proszę, pogadajcie z Antonim z Panem Bogiem, bym nie znalazła się po tej prawej stronie na Memlingu”.
„Milaczek” jest stanowczo takim poprawiaczem humoru. Mamy barwne postacie, mamy perypetie, które też i nam się trafią. Mamy rozterki i takie przyzwolenie, że czasem trzeba odpuścić, trochę popłakać, by świat znów się wyprostował. I w końcu – mamy takich ludzi, których nie doceniamy, ale nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Ot, taki paradoks!
___
Magdalena Witkiewicz “Milaczek“
Cykl: Dobre Myśli, T. I
Wydawnictwo Flow
